sobota, 14 września 2019

Pretty Girls - Doris [HelpTheBook #5]


Dzisiejszą odsłonę kolejnych dwóch opowiadań ze zbiory Pretty Girls zacznę od ogłoszenia. Książka dostępna jest w nowej, lepszej cenie. Szczegóły poniżej, a tu LINK dla zainteresowanych.



No ale do rzeczy. Na wrzesień Doris wybrała bardzo łzawe opowiadania o tytułach Słony smak jego łez i Tysiąc łez. Mam wrażenie, że dopadła ją deszczowa jesienna aura i stąd ten wybór.

Słony smak jego łez dostało właśnie odznakę mojego ulubionego opowiadania ze zbioru Pretty Girls. W wyniku katastrofy morskiej Cleo, która jest w 9 miesiącu ciąży, ląduje na bezludnej wyspie. Kobieta musi sama uporać się z porodem i wychowaniem córeczki. Musi zapewnić im przetrwanie, ale też przygotować dziecko na ewentualny kontakt z cywilizacją.
To właśnie z powodu wybranego tematu tak polubiłam to opowiadanie. Czytając pomyślałam sobie, że byłby z niego dobry film. Coś pomiędzy Cast away i Room. Historia wymagałaby oczywiście rozwinięcia i zastanowienia się z jakimi dokładnie problemami musiałaby się zmierzyć kobieta na bezludnej wyspie, ale może być źródłem inspiracji.

O opowiadaniu Tysiąc łez ciężko mi cokolwiek napisać, bo jest (przynajmniej dla mnie) o niczym. Bohaterka imieniem Roksana pędzi na lotnisko, bo nagle uświadomiła sobie, że kocha opuszczającego kraj przyjaciela. Nie udaje jej się zdążyć na samolot, ale na lotnisku poznaje Leszka. Kobieta i mężczyzna przypadają sobie do gustu.
Zauważyłam, że Doris ma dobre pomysły, ale czasami problem z ich rozwinięciem. Chce za dużo upchnąć w krótkiej formie. Lepiej byłoby z niektórych wątków zrezygnować. Zostawić jeden, czy dwa i opracować je do granic wytrzymałości.
Tutaj mamy taki przesyt. Jest Roksana i jej relacje z dwoma mężczyznami. Jest niepełnosprawność Leszka i historia, która do niej doprowadziła. Jest jeszcze jedna katastrofa z którą bohaterzy opowiadania muszą się zmierzyć. Skubniętych problemów jest tyle, że tak naprawdę nie wiem co autorka chciała powiedzieć. Z tej chmury wyłania się tylko wyraźny obraz Roksany, kobiety która sama nie wie czego chce od życia.


Wrześniowe rozdanie od Doris okazało się bardzo nierówne. Spotkał się wielki zachwyt i kompletna obojętność. Chyba tak to jest ze zbiorami opowiadań, że mają mocne i słabe strony. Na koniec zachęcam was to zajrzenia do archiwalnych wpisów o opowiadaniach Doris. KLIK

19 komentarzy:

  1. Reading about a hard time of pregnant woman, I am going to tearful too.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie miałam w ogóle pojęcia, że coś takiego istnieje! ;) Szkoda, że drugie opowiadanie wyraźnie Cię zawiodło...

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie przepadam za opowiadaniami i nie sięgam po nie

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie chcę być niemiła, ale 170 stron wydrukowanych w kolorze za ponad 50 zł to jakiś żart. Może gdyby to był jakiś geniusz pióra w stylu Marqueza to jeszcze bym to zrozumiała ale tak - nie rozumiem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Te 2 opowiadania chyba jednak nie dla mnie, ale jak sama zauważyłaś, tak bywa z opowiadaniami - jedne historie z danego zbioru możemy polubić bardziej i dostrzec w nich więcej zalet, a inne mogą wciągnąć w mniejszym stopniu. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja wolę dłuższe formy niż opowiadania :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Też nie przepadam za opowiadaniami... Pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Słyszałam o tym zbiorze opowiadań i choć chciałabym go przeczytać, to jakoś mi z nim nie po drodze. 😊

    OdpowiedzUsuń
  9. Szkoda że drugie opowiadanie Cię zawiodło.

    OdpowiedzUsuń
  10. Una selección estupenda ! Espero verte pronto por mi blog! Feliz día! ♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
  11. Zaletą antologii jest to, ze jest duza szansa, iż znajdzie się w niej coś dla siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Hm okładka mi przypomniała taki film z dzieciństwa o psie. No to skoro jest o niczym, to nie będę zapisywać ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Opowiadania to nie jest moja ulubiona forma.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie przepadam za opowiadaniami, wolę czytać jedną dłuższą historię, a jeszcze lepiej serie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Asiu, naprawdę dużo czytasz. Ja nie nadążam, choć bardzo lubię tą czynność. Muszę się wziąść za siebie. Serdeczne pozdrowienia znad sztalug malarskich przesyła Krysia

    OdpowiedzUsuń
  16. Szkoda, że poczułaś zawód :(

    OdpowiedzUsuń
  17. Robinsonia... nie wierzę w możliwość przetrwania samotnej kobiety z niemowlęciem na takiej wyspie. Już Robinson był mocno naciągany, "Cast away" z faktów ma w sobie tylko samo zdarzenie.

    Zaś Roksana... archetyp kobiecości "zjeść ciastko i mieć ciastko".

    OdpowiedzUsuń
  18. w drugim opowiadaniu jest przynajmniej moja imienniczka, ale może faktycznie autorka mogłaby spróbować swoich sił w dłużej formie. Ja czytając opowiadania zawsze czuję jakiś niedosyt.

    OdpowiedzUsuń